PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
„Bez promocji dzieje się coś strasznego – nic” – słowa przypisywane P.T. Barnumowi, XIX-wiecznemu amerykańskiemu przedsiębiorcy, mistrzowi reklamy, do serca powinien wziąć sobie każdy producent, reżyser i promotor kultury filmowej. Gdy na świecie roczna produkcja idzie w tysiące tytułów, dobry film to dopiero początek drogi, o wiele za mało, by dotrzeć do widza tak krajowego, jak i zagranicznego. I nie chodzi tu tylko o ładny plakat, stronę internetową i pokaz prasowy. To cały szereg działań instytucjonalnych i indywidualnych. Jak sobie z nimi radzimy?

Jak promować polski film za granicą? Na ostatnim, 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni odbył się panel „Selling Points”, poświęcony tej tematyce. Na naszych łamach kontynuujemy rozmowę rozpoczętą przez Creative Europe Desk Polska (biuro reprezentujące Program Kreatywna Europa w Polsce) i Pomorską Fundację Filmową. Przypominamy, jakie działania są w branży w tym zakresie podejmowane i przybliżamy kierunki, w których mogą i powinny się one rozchodzić, aby pod koniec spotkać się pod szyldem nie tylko Oscara, ale przede wszystkim cenionej na świecie marki „Polskie kino”.

Zagraniczna promocja to temat-rzeka, który obejmuje wiele instytucji, firm i ludzi. To olbrzymia praca, która wymaga dużych nakładów finansowych, czasu, pasji, konsekwencji i długofalowego planowania uwzględniającego dynamicznie zmieniający się rynek globalny. Efektów nie da się osiągnąć z dnia na dzień.

Nie do przecenienia jest tu rola Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, skąd działania się rozchodzą, ale gdzie również się spotykają. Z jednej strony PISF przekazuje fundusze (budżet Programu Operacyjnego „Promocja polskiego filmu za granicą” to rocznie około 8-10 mln zł), z drugiej – inicjuje projekty, a także jest punktem kontaktowym dla zagranicznych partnerów, którzy poszukują informacji na temat branży w Polsce. Tu przecież przecinają się ścieżki zdecydowanej większości naszych filmowców.

Swoje programy promocyjne prowadzą też szkoły filmowe, krajowe i zagraniczne (acz dotyczące polskiego kina) festiwale, fundacje, rozsiane po całym świecie Instytuty Kultury Polskiej, producenci, agenci sprzedaży, promotorzy kultury, eksperci od PR-u i marketingu, sami twórcy. To też obszar istotny dla Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także funduszy Unii Europejskiej. Podstawowy z nich dla naszej branży, nastawiony na różne jej gałęzie, zawody i firmy, Program Kreatywna Europa komponent MEDIA – tylko od 2014 roku dofinansował aż 115 polskich projektów audiowizualnych i europejską dystrybucję (w 21 państwach) takich filmów, jak: "Ida" Pawła Pawlikowskiego, "Wałęsa. Człowiek z nadziei" Andrzeja Wajdy i "W imię…" Małgorzaty Szumowskiej. Wszystkie te instytucje i ludzie tworzą „układ naczyń powiązanych” z jednym, wspólnym celem…

Zostać zauważonym
Gdy w roku 2014 o obecność polskiego kina na arenie międzynarodowej, szczególnie jeżeli chodzi o docieranie do zwykłego widza, pytaliśmy cenionego selekcjonera Londyńskiego Festiwalu Filmowego Petera Hamesa, odpowiadał: „Poza strategią marketingową, problemem są również sami krytycy. Rumunia ma bardzo silne wsparcie recenzentów francuskich – polskiemu kinu takiej pomocy brakuje. Szansą dla was jest obecność na festiwalach klasy A – Berlin, Cannes i Wenecja mogą otworzyć kolejne drzwi. Faktem jest, że po 1989 roku nastąpił wyraźny spadek zainteresowania światowej krytyki kinem z Polski. Przestało mieć ono już swój dysydencki posmak… Pozostaje też kwestia ograniczonej przestrzeni premierowej – za dużo filmów, za mało czasu. Z tym wyzwaniem mierzy się chyba każdy kraj – po Hollywood i kinematografii narodowej nie ma już prawie miejsca na inne rzeczy…” („Magazyn Filmowy” 2013 nr 28).

Polacy wyzwania te zdiagnozowali wcześniej i od lat pracują nad przełamaniem impasu – że z coraz większym sukcesem, świadczą kolejne światowe nagrody i wprowadzanie naszych produkcji do zagranicznej dystrybucji, by wspomnieć o Małgorzacie Szumowskiej i Pawle Pawlikowskim (szeroko o światowej karierze "Idy" pisaliśmy w numerze lutowym „Magazynu…” z 2015 roku w artykule „Historia pewnego triumfu”). Przed nami jednak ciągle daleka droga, tym bardziej, że ambicje mamy duże.
„Sukcesy nie biorą się znikąd” – przypomina Izabela Kiszka-Hoflik, pełnomocnik dyrektora PISF kierująca Działem Współpracy Międzynarodowej. Promocyjna działalność Instytutu obejmuje zarówno aspekty finansowe, jak i merytoryczne, organizacyjne, strategiczne. Instytucja angażuje się w szereg krótkotrwałych operacji (nabór wniosków trwa przez cały rok) – skoncentrowanych na pojedynczych tytułach i projektach (filmach, kampaniach nagrodowych, inicjatywach okazjonalnych). Równie ważne są działania długofalowe – wspieranie finansowe i współpraca z szeregiem podmiotów, wpisujących się w promocję polskiej kinematografii/branży audiowizualnej (m.in. Polska Komisja Filmowa, Krakowska Fundacja Filmowa, Stowarzyszenie Polskich Twórców Animacji, Fundacja Polskie Centrum Audiowizualne, zagraniczne festiwale polskiego kina i in.).

Wiele miejsca poświęca PISF działaniom o charakterze wizerunkowym, w które wciągane są prestiżowe media branżowe pokroju „Variety”, ale i „ambasadorzy” naszego kina. W tym przypadku, z jednej strony szuka się znanych twórców, którzy mogą zainteresować naszym kinem, ale również wchodzi się w inicjatywy przychodzące z zewnątrz, czego przykładem jest wsparcie dla projektu „Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema” (szerzej o tym projekcie w artykule na stronach 60-61 – przyp. red.). „Musimy konsekwentnie budować pozytywne kampanie, pokazujące polskie kino w dobrym i międzynarodowym świetle, przypominającym, że to silna, różnorodna kinematografia ze stabilnym finansowaniem, obecna na światowych festiwalach i w międzynarodowej dystrybucji” – komentuje Kiszka-Hoflik. – „Powinniśmy podchodzić do tematu z różnych stron, na wielu frontach. Choć – bez wątpienia – drzwi otwierają nam dobre filmy”.

Efekt Idy
Rezultatem tej wielotorowej pracy jest na pewno Oscar dla "Idy", który jednocześnie zwiększył zainteresowanie naszymi innymi produkcjami. „"Ida" wiele zmieniła. Decydenci chcą wiedzieć kto jest naszym kolejnym kandydatem. O wiele częściej niż wcześniej otrzymuję zapytania o polskie produkcje od agentów sprzedaży, dystrybutorów. Jeden z nich odrzucił kiedyś "Idę" – dziś pilnie ogląda wszystko, co mu podsyłam” – komentuje Kiszka-Hoflik. „Od sukcesu "Idy" dość często słyszę pytania o polskie produkcje: Masz nową "Idę"? Na pewno rozgłos bardziej pomaga niż przeszkadza, aczkolwiek podnosi też poprzeczkę oczekiwań” – dodaje Jan Naszewski, który prowadzi firmę New Europe Film Sales, a także koordynuje Polish Days na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty (o czym za chwilę).

„To wręcz niesamowite, jak bardzo sukces jakiegoś tytułu zwiększa liczbę widzów. Nagrody ich elektryzują” – ze swojej strony zauważa Grażyna Słomka, dyrektor Filmland Polen w Niemczech. – „Na "Idę" przyszły tłumy Niemców, nie tylko Polaków. Prezentowałam ją zresztą z nominowanymi do Oscara dokumentami – "Joanną" Anety Kopacz i "Naszą klątwą" Tomasza Śliwińskiego. Konieczne były dodatkowe seanse”.

Tylko Cannes?
O tych najwyższych laurach marzą wszyscy. I słuszne, chociaż też konieczna jest zdystansowana i surowa ocena filmu oraz jego szans. „Przestrzegam producentów przed takim myśleniem: tylko Cannes, tylko Berlin” – podkreśla Izabela Kiszka-Hoflik. – „Oczywiście, zwycięstwo, a już nawet obecność w konkursie otwiera drzwi do sprzedaży międzynarodowej, ale to często mogą być mrzonki, a w międzyczasie umknie wiele innych festiwali, na których dana produkcja mogłaby sobie znakomicie poradzić, i które mogłyby się dla niej stać trampoliną do dalszej drogi. Staramy się o tym z producentami rozmawiać, razem z nimi szukać rozwiązań. Trzeba jasno sprecyzować cele, ale również zastanowić co można z danym filmem realnie osiągnąć”.

Jak sprzedać?
O taką chłodną ocenę apeluje również Naszewski. W międzynarodowym katalogu New Europe Film Sales są m.in. "Intruz", "Kebab i Horoskop", "Papusza". „Nigdy nie biorę filmu tylko dlatego, że jest polski. To przede wszystkim musi być dobry film” – podkreśla agent. Jego zawód na naszym rynku jest stosunkowo młody i jeszcze nie wszyscy filmowcy wiedzą, jakie korzyści może przynieść nawiązanie współpracy z tego typu specjalistą. Każdy producent, który nastawia się na międzynarodowe życie filmu, takiego reprezentanta powinien jednak znaleźć.

„W Polsce do niedawna rolę agentów sprzedaży pełnili producenci lub ich współpracownicy. Ale to nie jest dobre rozwiązanie. Tu potrzeba rozległej sieci kontaktów i wiedzy, obeznania w rynku, które są w kompetencji agenta sprzedaży” – mówi Małgorzata Kiełkiewicz, dyrektor Creative Europe Desk Polska (agenci sprzedaży to jedna z filmowych grup zawodowych wspieranych przez Program Kreatywna Europa).

„Na film patrzymy z globalnej perspektywy” – podkreśla Naszewski. – „Nie zajmujemy się dystrybucją dzieła w kraju jego realizacji. Skupiamy się na jego życiu światowym”. Agent szuka nowych projektów na międzynarodowych wydarzeniach branżowych. „Do katalogu przyjmujemy najczęściej już gotowe lub ukończone filmy, ale w prace często angażujemy się o wiele wcześniej” – przybliża Naszewski. – „Bywa, że New Europe Film Sales pomaga w znalezieniu koproducentów, pisze listy intencyjne”.

„Producent i reżyser już na samym początku drogi muszą zadać sobie pytanie jaki film robią i dla kogo” – podkreśla agent. – „Bez odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, później zabraknie spójności, pojawią się problemy, frustracje. Jeżeli już na etapie rozwoju nie myśli się o późniejszym życiu filmu, można się srogo zawieść”.

Wyznaczenie wyraźnego kierunku  ma wpływ nie tylko na artystyczne, ale i pieniężne aspekty realizacji projektu. Dotyczy to zarówno pozyskiwania finansowania, jak i jego wydatkowania. Dla przykładu: Program Kreatywna Europa nie dofinansowuje promocji filmu jako takiego, ale ocenia zawartą w aplikacji na development strategię promocji i dystrybucji (kosztami kwalifikowanymi są też wydatki promocyjne pokrywane na tym etapie prac). Z kolei przed premierą niszowy film nie potrzebuje kosztownej kampanii reklamowej. „Producenci muszą podejmować świadome decyzje” –  podsumowuje Naszewski. – „Znalezienie odpowiedniego pomysłu na film, jego drogę, jest – oczywiście – najtrudniejsze. Nie ma jednej recepty. Chłodna ocena walorów i słabości projektu pozwala jednak zaplanować najbardziej optymalną strategię. Moim zadaniem jest sprzedaż filmu, a nie chwalenie artysty”.

W poszukiwaniu agenta sprzedaży/dystrybutora
Jan Naszewski pracuje nie tyko jako agent sprzedaży. Jest też zaangażowany w organizację Polish Days – branżowej inicjatywy Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty, której partnerami są m.in. PISF i Film Commission Poland. Do udziału w wydarzeniu zapraszani są polscy twórcy i zagraniczni decydenci (przede wszystkim z państw ościennych i tych, które najczęściej wchodzą w koprodukcje, w tym Niemiec i Francji). Nasi filmowcy mogą prezentować swoje projekty na trzech etapach realizacji: developmentu, work in progres i gotowego filmu. „Tak zbudowana oferta Polish Days zachęca zagranicznych gości do przyjazdu do Polski, trudniej byłoby ich ściągnąć tylko na prezentację jednej grupy projektów” – wyjaśnia Naszewski. – „Wydarzenie ma pomagać polskim producentom w nawiązywaniu międzynarodowych kontaktów w bardziej przyjaznym środowisku niż np. w Cannes czy Berlinie. Poza tym duży nacisk kładziemy na edukację. Dla wszystkich polskich uczestników prezentujących swoje projekty organizujemy – pod okiem zagranicznych ekspertów – specjalistyczne szkolenia”.

Za nami są dopiero cztery edycje wydarzenia, ale już ma ono swoją markę. Do tej pory uczestniczyło w nim około 250-300 zagranicznych gości, którzy obejrzeli 26 ukończonych filmów, 37 work in progres oraz 40 pitchingów. Są już tytuły, które właśnie tu znalazły swoich agentów ("Mów mi Marianna" – Film Republic) lub otrzymały zaproszenia na ważne festiwale (np. "Małe stłuczki", "Wołanie" i "Performer" do Rotterdamu). Niektóre wracają do Wrocławia na Nowe Horyzonty (np. "Intruz"). Organizatorzy stawiają na kino ambitne, i starannie kierując się swoim wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem festiwalowym, wybierają projekty z największym światowym potencjałem.

Polish Days to zresztą nie jedyne polskie wydarzenie branżowe, w którym duży nacisk kładzie się na budowanie platformy międzynarodowej wymiany. Dobrze znane są organizowane przy Warszawskim Festiwalu Filmowym (przy finansowym wsparciu Programu Kreatywna Europa) targi Cent East Market Warsaw (jesienią 2015 roku odbyła się ich 11. edycja). Tu również przyjeżdżają decydenci zainteresowani kinem Europy Środkowej.

Promocją polskich twórców oraz pomocą w nawiązywaniu przez nich międzynarodowych kontaktów i w zdobywaniu wiedzy od światowej klasy ekspertów zajmuje się rozwijająca się strefa Pro Industry festiwalu Off Camera. Sam festiwal zaprasza również zagranicznych twórców do jury Konkursu Polskiego. Podobne inicjatywy podejmują i inni, w tym Camerimage (tutaj w jury Konkursu Filmów Polskich zasiadają wyłącznie filmowcy z zagranicy) i Festiwal Filmowy w Gdyni.

Promocja polskiego filmu w Gdyni
„W Gdyni obecność międzynarodowa jest silna, także dzięki naszej partnerskiej współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza w tym względzie. Zapraszamy głównie dziennikarzy i selekcjonerów, ale proces budowania reputacji jest żmudny i z konieczności długi” – mówi Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu. – „Nad każdym pojedynczym kontaktem trzeba pracować, każdą osobę zapraszać z osobna. Tylko taka praca u podstaw może przynieść efekty w dłuższej perspektywie”.

Już przynosi. „W tym roku największą dla mnie radością był fakt, że relacja z festiwalu po raz pierwszy zagościła na łamach »Variety«, a za chwilę pojawi się też w »Sight & Sound«” – odpowiada Oleszczyk. – „To są małe kroki, ale bardzo ważne z punktu widzenia wizerunkowego. W roku 2016 planuję kolejne działania, zwłaszcza zapraszanie agentów sprzedaży – tak, by mogli w Gdyni obejrzeć nowe polskie filmy i poznać polskich filmowców”.

W Gdyni obecni są również jurorzy zagraniczni. „W trakcie ostatniej edycji chcieliśmy uhonorować jubileusz i zaprosić do udziału w obradach jury polskich twórców na stałe pracujących za granicą – Annę Biedrzycką-Sheppard czy Allana Starskiego” – mówi Oleszczyk. – „Do formuły międzynarodowego jury na pewno powrócimy na 41. edycji. Plusy wydają mi się oczywiste: dopuszczając do dyskusji głosy fachowców z zagranicy, pozwalamy, by to, co lokalne, zostało zweryfikowane wedle bardziej globalnych kryteriów”.

„Gdynia jako festiwal nie jest w stanie samodzielnie uzdrowić i napędzać promocji zagranicznej polskiego kina, ale robimy co w naszej mocy, żeby dołożyć swoją cegiełkę, w czym wydatnie pomaga nam PISF – nie tylko jako główny współorganizator, ale i instytucja bardzo konkretnie skupiona na kwestiach promocji zagranicznej” – podsumowuje Oleszczyk.

Animacja, dokument i krótki metraż
Na profesjonalne wsparcie promocyjne za granicą (choć również w kraju) liczyć mogą również autorzy dokumentów, animacji i filmów krótkometrażowych. Dzięki wsparciu PISF, ale również współpracy z innymi podmiotami krajowymi (m.in. MKiDN, Instytut Adama Mickiewicza, Krakowskie Biuro Festiwalowe) i zagranicznymi, działalność tego typu – już od 2005 roku – prowadzi Krakowska Fundacja Filmowa, organizator Krakowskiego Festiwalu Filmowego i koordynator projektów Polish Docs, Polish Shorts i Polish Animation.

„W naszym katalogu jest około 600 filmów, co roku przyjmujemy po 50-60 nowych tytułów. Dla każdego, w porozumieniu z producentem, budujemy indywidualną strategię promocyjną. Zajmujemy się ich obiegiem festiwalowym – korzystając z sieci kontaktów utworzonych przez Krakowski Festiwal Filmowy. Rekomendujemy zagranicznym decydentom tytuły, pomagamy producentom w nawiązaniu kontaktu z kupcami” – mówi Barbara Orlicz-Szczypuła.

Drugą odnogą działalności Fundacji jest organizacja stoisk polskich animacji, dokumentów i krótkich metraży w – odpowiednio – Annecy, La Rochelle i Clermont-Ferrand. „Stoiska te mają charakter narodowy” – podkreśla Orlicz-Szczypuła. – „Absolutnie nie zamykamy się tylko na te tytuły, które reprezentujemy. Zresztą taki charakter – ogólnopolski – mają również nasze portale: Polish Docs, Polish Shorts i Polish Animation”. „Powołaliśmy je do życia z myślą o odbiorcy zagranicznym, ale dziś to źródło informacji na temat prowadzonych przez nas gatunków również dla Polaków” – dodaje Katarzyna Wilk. – „Bardzo zależy nam na tym, by twórcy informowali nas o swoich poczynaniach. Chcemy, żeby te portale były wizytówką polskiego kina animowanego, dokumentalnego i krótkometrażowego”.

Trzecią odnogą działalności Fundacji, ważną w kontekście promocji zagranicznej, jest organizacja przeglądów dzieł mistrzów i współczesnych twórców. Przykładem może być program „Masters from Krakow” z dziesięcioma najlepszymi filmami Krakowskiego Festiwalu Filmowego od lat 60. do 90. ubiegłego wieku. „Jeździmy z nim po całym świecie” – mówi Wilk. – „Budzą olbrzymie zainteresowanie. Pokaz "Muzykantów" Kazimierza Karabasza w Meksyku zgromadził 700-osobową publiczność”.

Fundacja ponadto organizuje szereg wydarzeń branżowych – nie tylko Krakowski Festiwal Filmowy, ale i Krakowskie Targi Filmowe z wideoteką online dostępną zagranicznym decydentom przez cały rok. To także rozbudowana Industry Zone (tutaj organizowane są wespół z KFF, przez Fundację Filmową im. Władysława Ślesickiego, m.in. warsztaty Doc Lab Poland wraz z pitchingiem Docs to Start, oraz pitching Docs to Go!, współorganizowany wspólnie z PISF). To wreszcie wydawnictwa DVD, dystrybucja krajowa, a także anglojęzyczny magazyn „Focus on Poland” – prezentujący tak filmy, jak i ich autorów.

Od samego początku swojej działalności Krakowska Fundacja Filmowa współpracuje z naszymi szkołami filmowymi.

Studenci też chcą jechać w świat
Promocja zagraniczna jest też ważna dla naszych uczelni filmowych, a także producentów stawiających na młodych. Przytoczmy dwa przykłady.

Filmy Szkoły Filmowej w Łodzi, uważanej przez „The Hollywood Reporter” za jedną z najlepszych tego typu uczelni na świecie, odwiedzają co roku około 300 festiwali. Tylko w okresie od stycznia do września 2015 roku etiudy z Łodzi uczestniczyły w 30 krajowych i 169 zagranicznych festiwalach, z których przywiozły 76 nagród (41 z Polski, 35 ze świata). „Naszym największym wyzwaniem jest promowanie studentów jako przyszłych twórców polskiego kina. Naturalnym jest, że podstawowym narzędziem są tu ich filmy” – komentuje Krzysztof Brzezowski, pełnomocnik rektora ds. promocji. – „Wspólnie ze studentami opracowujemy strategię promocji ich prac, pomagamy pozyskać fundusze na ten cel (np. z PISF-u), umożliwiamy udział w festiwalach, dbamy o poziom i produkcję materiałów promocyjnych. Oczywiście – namawiamy też do samodzielnych działań. Studenci muszą nauczyć się tego, jak zadbać o swoje filmy – za chwilę wyjdą ze Szkoły, trafią na profesjonalny, wymagający i konkurencyjny rynek, i będą musieli sami sobie na nim poradzić, bez naszej opieki”.

Szkoła uczestniczy również w wielu edukacyjnych międzynarodowych projektach (m.in. MIDPOINT „Central European Script Center”) oraz – już w swoich murach – wspiera ciekawe tandemy kreatywne (w Szkole rozpoczęli współpracę Magnus von Horn i Mariusz Włodarski). Na pewno też będzie szeroko promować działalność swojego Studia Filmowego Indeks, w którym najzdolniejsi studenci mają szansę na pełnometrażowy debiut (obecnie trwają tu prace developmentowe nad filmem "Koński ogon" w reż. Justyny Łuczaj-Salej, a wiosną 2016 roku ruszą zdjęcia do "Wieży, jasnego dnia" w reż. Jagody Szelc).

Obecność na międzynarodowym rynku wpisana jest też w prace Studia Munka. Grunt dla promocji światowej filmów pełnometrażowych budowany jest tu od etapu scenariusza. Filmy Studia przywożą kolejne nagrody z prestiżowych festiwali (np. "Obiekt" Pauliny Skibińskiej zdobył Nagrodę Specjalną Jury na Sundance Film Festival i – ostatnio – nominację do IDA Awards, łącznie odwiedził około 50 festiwali; w konkursie na Sundance znalazł się też "Punkt wyjścia" Michała Szcześniaka, który pod koniec października trafił na oscarową short listę). Studio co roku wydaje box DVD – „Polskie debiuty”, jest obecne na polskim stoisku w Clermont-Ferrand i ma swój blok na markecie Short Film Corner w Cannes. Na współpracę międzynarodową nastawionych jest również wielu młodych producentów, którzy z Munkiem współpracują (szerzej pisaliśmy o tym w ubiegłorocznym, listopadowym numerze „Magazynu…”).

A zagraniczny „zwykły widz”?
Wielkie festiwale, promocja marki polskiego kina, nagrody, koprodukcje, zdobywanie partnerów biznesowych i twórczych dla naszej branży jest niezmiernie istotne. Nie można jednak zapominać i nie docenić wspaniałych promotorów naszego kina. Grażyna Słomka, Anna Godlewska  i Marlena Łukasiak, Kornel Miglus, Vladek Juszkiewicz, Hanna Kosińska-Hartowicz, Małgorzata Szlagowska-Skulska, Paweł Jodłowski, Tadeusz Matkowski – to tylko niektóre z osób, które przez cały rok pracują nad tym, by nasze kino docierało do „zwykłych widzów” we wszystkich zakątkach globu. Częściowo mogą liczyć na wsparcie PISF i instytucji rządowych, własnych wolontariuszy. Budżety muszą jednak dopinać sami. „Jestem pełna podziwu dla ich pracy – to często inicjatywy realizowane z pasji. Ich inicjatorzy pokonują bardzo wiele trudności – finansowych, związanych ze zdobywaniem filmów, budowaniem widowni, nie tylko polonijnej” – komentuje Izabela Kiszka-Hoflik. – „Staramy się tę działalność wspierać, nie wtrącając się – lokalni działacze wiedzą najlepiej czego potrzebują i jakie filmy będzie oglądała ich publiczność”.

„Zwykle mówi się o instytucjonalnej promocji polskiego kina za granicą, a zapomina o tym, że istnieje na świecie cała sieć przeglądów i festiwali, które organizowane są przez ludzi dobrej woli” –  zauważa Grażyna Słomka, której festiwal Filmland Polen w roku 2017 będzie obchodził swoje 15-lecie. Początkowo wśród widowni przeważali Polacy, dziś mniej więcej połowa to Niemcy (wszystkie filmy prezentowane są z niemieckimi napisami), a organizowane co miesiąc pokazy oraz specjalne retrospektywy mają znaczenie nie tylko dla promocji kina, ale i integracji społeczności. Kluczem do sukcesu okazały się spotkania Q&A z twórcami. – „W Niemczech rzadko coś takiego ma miejsce, a publiczność bardzo to sobie ceni. Te rozmowy przekonują do naszego kina nawet, a może szczególnie wtedy, gdy gościmy twórców mniej w świecie znanych. Swoją drogą doczekaliśmy się… niemieckich łowców polskich autografów. Nie ma u nas czerwonych dywanów, ale jest dobre polskie kino – coraz bardziej cenione. Często dostajemy głosy, dlaczego tych filmów w Niemczech nie ma więcej”.

Organizatorzy zagranicznych festiwali polskiego kina spotykają się każdego roku w Gdyni. Wspólnie, między innymi z inicjatywy Grażyny Słomki, przyznają Nagrodę Festiwali i Przeglądów Filmu Polskiego za Granicą. Wzajemnie się wspierają, dzielą doświadczeniami, gdy to możliwe – tłumaczeniami, aczkolwiek nie organizują się w formalne stowarzyszenie. Każdy kraj i festiwal ma swoją specyfikę. Gdynia natomiast okazuje się dla nich świetnym miejscem spotkania i budowy programu. Tu wybierają filmy dla swoich widzów. – „W 2016 roku na pewno będę chciała pokazać widzom "Moje córki, krowy", "Noc Walpurgi" oraz "Excentryków". Anna Dymna, która ma wielu niemieckich fanów, obiecała przyjechać. Bardzo zainteresowały mnie filmy z sekcji Inne Spojrzenie – chciałabym się nimi podzielić, pokazując, w jak różnych kierunkach polskie kino idzie”.

Szansa na szerszą dystrybucję?
Może polskiego kina na świecie będzie jeszcze więcej dzięki komercyjnej dystrybucji? Zapytaliśmy o to działającą w Polsce korporację Vue Movie Distribution. „VUE Movie Distribution  jako część globalnego holdingu VUE International korzysta z doświadczenia organizacji na rynkach zagranicznych. VMD stara się wspierać polskich producentów siecią kontaktów, będących w posiadaniu VUE. Do tej pory VMD nie prowadziło dystrybucji polskich filmów w kinach za granicą. Jednakże, nie wykluczamy realizacji tego typu działań w przyszłości” – skomentował Wojciech Olsiewicz, członek zarządu firmy.

Wspólna praca
„Niedawne sukcesy, także oscarowe, przekładają się na wyraźnie większe zainteresowanie, ale pozostaje wciąż dużo do zrobienia” – realistycznie podsumowuje Michał Oleszczyk, który nie tylko zajmuje się Festiwalem Filmowym w Gdyni, ale również wspomaga działania organizacji Polish Filmmakers NYC. Uczymy się. Coraz więcej producentów coraz sprawniej porusza się na arenie międzynarodowej zarówno jeżeli chodzi o pozyskiwanie koproducentów, funduszy, jak i promocję oraz sprzedaż. Jedno jest pewne – potrzebne są tu zarówno odgórne inicjatywy i wsparcie PISF, MKiDN oraz wielu innych organizacji i instytucji, jak i oddolne działania. Dopiero połączenie sił i postawienie na różnorodność polskiego kina może przynieść efekty przez nas oczekiwane.




Dagmara Romanowska
Magazyn Filmowy SFP nr 1/2016
  24.08.2016
Film polski na eksport
Berlinale, sekcja Forum. Nowe źródła filmowych odkryć
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll