PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Czyli o legendarnych warszawskich kinach, które zniknęły z chciwości, głupoty i urzędniczej małoduszności.
Lekki opór stawiano tylko przy okazji kina Moskwa. Wiadomo, słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala, które obiegło cały świat, miało siłę. Wybitny fotograf, na wieść o tym, że kino ma zostać zastąpione multipleksem z dostawką handlową powiedział tylko: „Szkoda”.

W grudniu 1981 roku na okładkach magazynów „Time” i „Der Spiegel” pojawia się fotografia opancerzonego SKOT-a i dwóch zomowców grzejących się przy koksowniku przed kinem Moskwa, w którym, co głosi wielki napis nad ich głowami, grają właśnie "Czas Apokalipsy" (1979). Wszyscy to zdjęcie znają, ale – jak mawiał klasyk – z całą pewnością nie zawadzi przypomnieć  młodszym czytelnikom. Komitet obrońców kina Moskwa zawiązał się wśród mieszkańców bloku na rogu Puławskiej i Rakowieckiej. „To po naszych schodach, na nasz dach wspiął się autor jednego z najsłynniejszych zdjęć w historii fotografii i będziemy w obronie kina walczyć” - mówili. Napisali podobno mnóstwo petycji, ale udało się ocalić tylko dwa kamienne lwy stojące przed głównym wejściem. Ich autorem był wybitny rzeźbiarz Józef Trenarowski.

Główna bryła Moskwy zaczęła się budowniczym podczas rozbiórki zapadać, później o mało nie doszło do katastrofy, jak wznosili nowoczesny multipleks. Moskwa stawiała opór. Najnowsze technologie budowlane nie były w stanie utrzymać przelewającego się przez ręce molocha, w którego brzuchu – od 1950 roku – mogło się zmieścić 1200 widzów. Histeryczne wysiłki architektów, mające na celu zamianę Moskwy w Europlex, dobrze pokazuje film "Moja Moskwa" (1996) Piotra Morawskiego. W Warszawie funkcjonował wtedy jeszcze dowcip, że najdłuższą ulicą na świecie jest Rakowiecka, bo prowadzi od Moskwy do Niepodległości. To było czterysta metrów, które pokonywało się w kilka minut. Po jednej stronie Sztab Generalny Wojska Polskiego, po drugiej więzienie ze swoim X Pawilonem; po środku – młodzież w glanach z browarami, idąca na koncert Kultu do Stodoły. 

Moskwę zamknięto dwa lata po 1 Maju. Kapitalny budynek na Podskarbińskiej oszczędzono tylko po to, żeby tam zrobić dziadowski supermarket. Z zewnątrz bryła małego kina wciąż się broni – fajny modernistyczny budynek, pokazujący figę socrealistycznemu monumentalizmowi uprawianemu wtedy (lata 50.) po drugiej stronie Wisły. Kino 1 Maj zasłynęło jako grające filmy, na które bilety były wyprzedane już w dniu projekcji. O czym informowało „Życie Warszawy” przy okazji "Człowieka z marmuru" (1976), "Człowieka z żelaza" (1981) i innych filmów, które władza przez nieopatrzność dopuściła do dystrybucji, ale chciała jak najbardziej ograniczyć frekwencję na seansach. Jeśli w gazecie stało, że w tym małym, odległym od centrum Warszawy kinie, wszystkie bilety, na – powiedzmy – "W zawieszeniu" (1986) Waldemara Krzystka, są wyprzedane, to był niezawodny znak, że grają i jest szansa. I trzeba się ładować do autobusu 102, tramwaju nr 9 albo 24 i lecieć na Grochów. Chociaż najszybciej szła linia K. Ekspresowa. „Kasia” jechała na Grochów dziesięć minut, łączyła sprawnie Warszawę z Pragą Południe jak Koronę z Litwą.

O kino 1 Maj nikt specjalnie nie walczył, ale mieszkańcy prawej strony miasta z pewnością tak łatwo nie oddaliby kina Praha. Co prawda unikatową konstrukcję z pękatym frontonem sali i kapitalnym szklanym prezbiterium rozebrano, bo restaurator nie zdążył wpisać budynku do rejestru zabytków. Zamiast tego postawiono jakiegoś potworka z twarzami aktorów wykutymi w piaskowcu, co chyba ma być zabawną stylizacją na socrealistyczne płaskorzeźby. Że niby mruga okiem do widza, nawiązuje do tej poprzedniej Prahy, pełnej plafonów, balustrad, wielkich żyrandoli oraz długiej na trzydzieści metrów pochylni, prowadzącej zamiast schodów z balkonu bezpośrednio na ulicę.


Gmach kina Relax, Fot. Adrianna Kędzierska/SFP

Bo najtrudniej nowym właścicielom wybaczyć właśnie zniszczenie unikatowej na skalę światową dwukondygnacyjnej sali – była prawie jak w operze. Cielsko wielkiego balkonu zdolnego pomieścić 200 widzów zwisało nad dolną częścią kina i jeśli ktoś siedzący w pierwszym balkonowym rzędzie za bardzo się wychylił, to miał cztery metry w dół. W ogóle kino Praha było perełką budowlaną. W roku 1949 nie stanęło na klasycznych fundamentach, tylko na sieci ruchomych przegubów, ze względu na niestabilne, zalewowe grunty. W 2005 roku wjechali buldożerami, zalali betonem, postawili straszydło wystające znacznie poza obrys istniejących kamienic i zaczęli wyświetlać filmy typu "Ciacho" (2010). Opamiętali się dopiero w ubiegłym roku, jak im widmo bankructwa zajrzało w oczy. Repertuar nieco się poprawił. Ciekawe, kiedy poprawi się w Wiśle, którą wykańcza ten sam właściciel.

Teraz będzie o największej ranie – w samym centrum Warszawy – prosto w serce, wszyscy wiedzą. Najpierw wyremontowali, a później sprzedali właścicielowi ekskluzywnych delikatesów absolutnie kultowe kino Relaks. Pierwsze kino w stolicy, w którym poszedł seans Ucieczki z kina „Wolność” (1990) Wojciecha Marczewskiego. Dla wielu kinomanów cenzor, zagrany brawurowo przez Janusza Gajosa, poci się nerwowo na widok niemożliwego, właśnie między trzeszczącymi rzędami Relaksu. Później kino poprzez dobrą lokalizację, tuż przy Placu Defilad, było wygodnym miejscem do demonstracji organizowanych przez tych, którzy filmów nie widzieli, ale stanowczo żądali, żeby nie widział ich nikt w ogóle. Tak było pod Relaksem w 1997 roku, kiedy wyświetlano "Skandalistę Larry’ego Flynta" (1996) Miloša Formana. Chociaż wtedy to nie poszło nawet o film, tylko o plakat, na którym Woody Harrelson był ukrzyżowany na kobiecym łonie. Starsi obrońcy moralności z transparentami przerobionymi z łopat do śniegu starli się wtedy z wychodzącymi z kina. Do zachwyconych doskonałym skądinąd filmem, wywrzaskiwano retoryczne pytania w stylu: „I co, teraz czujesz się lepszym człowiekiem?”. Podobnie było pod Relaksem przy okazji filmu "Ksiądz" (1994) Antonii Bird, który w istocie był apoteozą wiary chrześcijańskiej. Pecha mieli obrońcy moralności, bo zawsze protestowali przeciw dobrym filmom. I jakoś włos im z głowy nie spadał. A kiedy jeden krytyk zaprotestował przeciwko "Kac Wawie" (2011) Łukasza Karwowskiego, to dystrybutor go zbluzgał i zagroził procesem. Pomieszanie z poplątaniem. Relaks gruntownie wyremontowano w 1998 roku, żeby go kilka lat później zamienić na sklep z drogą wódką.

Swoją drogą, zamknięcie Relaksu było kolejnym ciosem w Warszawski Festiwal Filmowy, który był ważny nie tylko ze względu na repertuar, ale także fakt, że filmy grano w dużych kinach leżących blisko siebie w centrum miasta. Wcześniej zamknięto Skarpę; już, już warszawscy urzędnicy mieli ją wpisać na listę zabytków, ale ktoś tam się spóźnił chwilkę i budynek udało się kupić developerowi, który zrównał kino z ziemią i wybudował apartamentowiec. Dwadzieścia tysięcy złotych za metr kwadratowy - jeśli ktoś chciałby zamieszkać na grobowcu jednego z ważniejszych miejsc na mapie powojennej polskiej kinematografii.
Marek Łuszczyna
  21.01.2015
fot. Fot. Adrianna Kędzierska/SFP
Box Office 2014. Padł rekord
Kino Kultura - portret i historia
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll