PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Które kino jest najstarsze: Pionier w Szczecinie (wcześniej: Stettinie) czy Korsor Biograf – mała sala działająca od 1908 roku w duńskim Korsor? A może L'Idéal Cinéma we Francji?
Ale nie zawsze tak było. Najpierw szczeciński Pionier znajdował się w zaborze pruskim, później zmieniał nazwę, co zapewne przyczyniło się do wątpliwości historyków kina. Bo które kino jest najstarsze: Pionier w Szczecinie (wcześniej: Stettinie) czy raczej Korsor Biograf – mała, trzeszcząca sala działająca od 1908 roku w duńskim Korsor? A może L'Idéal Cinéma we Francji?

Dziś już wiadomo, wszystko jest jasne, dzięki polskim filmowcom. Kilka lat temu, podczas pracy nad dokumentem o szczecińskim Pionierze, reżyserowi Michałowi Bielawskiemu udało się znaleźć dokumenty potwierdzające, że szczeciński Pionier to najdłużej działające nieprzerwanie kino na świecie. Funkcjonuje od 1907 roku, co w tej części Europy powinno być liczone podwójnie, z dodatkowymi punktami za przetrzymanie jeżdżącego w te i we w te walca historii. Przez cały XX wiek.

Zabawka, która się nudzi 

Pierwszy zakochuje się Otto Blauert. W kinie – po prostu. W wymyślonej kilkanaście lat wcześniej technice wyświetlania ruchomych fotografii, składających się w całość, w opowieść. Blauert ma pieniądze, jest bogatym fabrykantem w pruskim Stettinie, więc postanawia sobie fundnąć ekstrawagancki prezent i na parterze należącej do niego kamienicy tworzy salę kinową. Będzie drogo: kinematograf wymyślono w 1895 roku. Czas nie leci tak szybko jak teraz, to nie przestarzały zestaw kina domowego, to kamień milowy w historii ludzkich wynalazków: zajmuje trzy skrzynie, jest robiony na zamówienie i żeby móc zmontować go po wpłaceniu fortuny równej kilku wyścigowym ogierom, trzeba poczekać ponad pół roku. Blauert jest jednak wytrwały – płaci, czeka, uruchamia kino. Nazywa je Helios. A potem następuje nagła, niezrozumiała zapaść motywacyjna. Z niewiadomych powodów zapał kinematograficzny opuszcza ekstrawaganckiego Niemca. Nie ma dziś żadnych informacji, dlaczego decyduje się najpierw na dzierżawę, a później na sprzedaż obiektu swojemu kuzynowi – Albertowi Pietzke, fanatykowi kina. Kupno kinematografu i transakcja pozwolą jednak powstać dokumentom, które wiek później będą niezwykle ważne. Kino nie rozpoczęło działalności 26 września 1909 roku, jak sądzono przez dekady, ale dwa lata wcześniej.

Kino Pionier, fot. Archiwum Kina Pionier

Pięć lat Gomory


  Kino zaczyna od krótkich, niemych metraży, ale w miarę upływu czasu na bieżąco wprowadza wszelkie nowinki, nie zostaje w tyle. Od 1920 roku nazywa się (pięknie) Welt-Theater i tak będzie aż do lutego 1945 roku, kiedy Stettin zajmą wojska sowieckie i urządza sobie w sali przyszłego Pioniera salę relaksacyjną, zapominając, gdzie są toalety. Od 1933 roku, do momentu przyłączania – na mocy postanowień jałtańskich – Szczecina do Polski Welt-Theater wyświetla nieprzerwanie propagandowe nazistowskie produkcyjniaki. Najpopularniejszy z nich – "Triumf woli" (1935) Leni Riefenstahl nie schodzi z ekranu przez całą wojnę. Od 15 października 1939 kino znajduje się w Wielkim Mieście Szczecinie, taką nazwę wymyślił Adolf Hitler. Wokół miasta wymyślił natomiast, że zbuduje ponad 100 obozów pracy przymusowej. W 1945 roku miasto ma się bronić, jak twierdza. Sowieccy żołnierze burzą więc 70  proc. budynków, ale kino – leżące przy Falkenwalder Straße 2 – ocaleje. Dziś niektórzy mieszkańcy przesiedleni ze Wchodu, wspominają, że zastał ich nieco surrealistyczny widok kamienicy z kinem sterczącej dumnie pomiędzy zburzonymi piekarniami, szpitalami, elektrowniami i wszystkim innym, co jest konieczne, by zaspokoić potrzeby ciała, nim przejdzie się do potrzeb ducha.

Odra (tylko przez chwilę)

Salę kinową wystarczy posprzątać, wymieść szkło, które posypało się z żyrandoli podczas nalotów, zacerować rozdarte tu i ówdzie fotele i można rozpoczynać projekcie filmów odpowiednich dla widzów nowej, socjalistycznej Polski. Jeszcze pozostaje zmiana nazwy z tej koszmarnej, funkcjonującej w nazistowskich Niemczech. Zapada decyzja na szczeblu wojewódzkim: od grudnia 1945 roku Welt-Theater będzie kinem Odra. Pierwszy wyświetlony film to "Iwan Groźny" (1944) Siergieja Eisensteina. Nieźle. Ale później nadchodzi rok 1949 i kilka ulic dalej – tak się składa, że w Szczecinie właśnie – Włodzimierz Sokorski wprowadza doktrynę socrealistyczną obejmującą „wszelkie przejawy kultury”. Do kina Odra wlewa się szerokim strumieniem socrealistyczny chłam. Dzień w dzień wyświetla się filmy wychwalające budowę nowej ideologii i nowego człowieka. O filmach Eisensteina czy Dowżenki widzowie mogą zapomnieć, teraz w kinie Odra idą takie hity jak "Jasne łany" (1947) Eugeniusza Cękalskiego czy "Autobus odjeżdża 6.20" (1954) Jana Rybkowskiego albo też "Dwie brygady" (1950) w kolektywnej reżyserii studentów szkoły filmowej. Nikomu zapewne nie trzeba tłumaczyć istoty socrealizmu, która sprowadzała się do tego, że film miał służyć ideologii. Mocną stroną tych produkcji było to, że tytuły dokładnie odpowiadały treści, można powiedzieć, iż ją „spoilowały” nawet. W "Autobusie…" oglądamy dziarskiego robotnika, który wstaje, ubiera się, myje w misce z zimną wodą, a wszystko po to, żeby zdążyć na przystanek. O szóstej jest już gotowy i z uśmiechem na ustach maszeruje, by wsiąść i pojechać budować socjalizm. Film kończy się kłębem dymu wypuszczonym o godz. 6.20 z sekundami przez punktualny autobus, który rusza z przystanku. Napisy końcowe. "Dwie brygady" to film o dwóch brygadach, a "Jasne łany" – o jasnych łanach. Z ręką na sercu, niewiele w tym przesady. O jasnych łanach wykwitających obficie na polach socjalistycznej Polski – konkretnie.

W międzyczasie zmieniona zostaje nazwa kina. W 1950 roku to już Pionier. I tak zostanie. 

Kino Pionier, fot. Archiwum Kina Pionier

Nieśmiertelność


Stając dziś przed niepozornym wejściem z ulicy Wojska Polskiego 2, można dowolnie cofać czas i rozmyślać o tym, że to kino tak naprawdę ma znacznie więcej niż 107 lat. Wytrzymało dwa udręczenia ideologiczne, bombardowania, trzy zmiany nazw; nakarmiło filmem i wypuściło tylnym wyjściem – lekko licząc – milion widzów. Przyznany kilka lat temu tytuł najdłużej działającego nieprzerwanie kina na świecie to jakby za mało. Ale dobre i to.

W Pionierze przez dziesiątki lat po okresie socrealizmu wyświetlano filmy wzbudzające kontrowersje. Kiedy w kinie szła projekcja "Człowieka z marmuru" (1976) Andrzeja Wajdy, a w gazetach pojawiała się adnotacja „wszystkie bilety wyprzedane”, sala nie pękła w szwach od podwójnej frekwencji. Kiedy w 1997 roku pikietowały pod kinem środowiska katolickie usiłujące zatrzymać projekcję filmu Miloša Formana "Skandalista Larry Flynt" (1996) – wiedzę swoją o obrazie czerpiąc tylko z obrazoburczego plakatu – władze kina się nie ugięły i wyświetlały.

Nieźle jest nawet teraz, gdy wszystko można grać do woli, ale napełnić salę jest już znacznie trudniej. A Pionierowi jakoś to się udaje.
 



Marek Łuszczyna
Magazyn Filmowy SFP 35/2014
  16.08.2014
fot. Archiwum Kina Projekt
Kolejne polskie kino w Europa Cinemas
Niech was zobaczą! Dystrybucja polskich filmów
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll