Mimo ogromnego potencjału twórczego, polska branża audiowizualna znalazła się w głębokim kryzysie systemowym. Paraliż biurokratyczny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, brak znaczącego zaangażowania nadawcy publicznego, trudne warunki pracy ekip oraz masowe porzucanie projektów nieznajdujących pełnego finansowania sprawiają, że środowisko stanęło przed koniecznością dokonania głębokich reform w finansowaniu produkcji filmowej.
Iluzja systemu: dofinansowania, które nie zamieniają się na filmy
Kluczowym wnioskiem płynącym z debaty jest fakt, że dotychczasowy system wspierania kinematografii przestał spełniać swoją rolę i generuje groźne złudzenie rozwoju. Jak zauważył Przewodniczący Gildii Reżyserów Polskich, Paweł Maślona, w branży panuje stan „podtrzymywanej iluzji” – przyznanie dotacji przestało gwarantować, że film w ogóle ujrzy światło dzienne. Z danych przedstawionych podczas panelu wynika, że przynajmniej połowa filmów, które otrzymują dofinansowanie z PISF, nigdy nie powstaje. Przyczyną są m.in. decyzje o przyznawaniu rażąco zaniżonych kwot w stosunku do tych wnioskowanych. Gdy producent wnioskuje o 9 milionów złotych, a otrzymuje jedynie 3 miliony, domknięcie budżetu staje się niewykonalne. Dlatego Gildia Reżyserów Polskich postuluje, aby filmy otrzymywały dofinansowanie na poziomie minimum 80 proc. kwoty wnioskowanej. Oliwy do ognia dolewa powolność procedur. Joanna Szymańska (Prezeska Polskiej Gildii Producentów) i Stanisław Zaborowski (Prezes KIPA) wskazali na bezprecedensowy paraliż decyzyjny w PISF. Od momentu ogłoszenia decyzji o przyznaniu dotacji do podpisania umowy i przelewu środków mija często rok, a nawet dwa lata. W efekcie na kontach bankowych leży blisko 500 milionów złotych niewykorzystanych środków publicznych, które nie trafiają do producentów, podczas gdy koszty realizacji filmów na skutek inflacji wzrosły o ponad 30 proc.
Grzegorz Łoszewski: „Jesteśmy traktowani tak, jak żadna inna branża gospodarki”
Grzegorz Łoszewski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, w gorzkich słowach skrytykował postawę instytucji państwowych wobec producentów i twórców. - Niech państwo sobie wyobrażą, że przychodzi inwestor, który ze środków publicznych ma wykonać na rzecz gminy drogę. Podejmuje się tego nie mając podpisanej umowy i czeka potem dwa lata na płatność. Przecież ludzie za to odpowiedzialni mieliby doniesienia do prokuratury. U nas są to niedopuszczalne działania, które musimy akceptować. To jest traktowanie podmiotów gospodarczych zupełnie inaczej niż w każdym innym obszarze – alarmował Grzegorz Łoszewski. Prezes SFP zwrócił uwagę na zanik drugiego kluczowego filaru polskiej kinematografii – Telewizji Polskiej. Przypomniał, że przez dwie dekady to nadawca publiczny współfinansował niemal wszystkie znaczące polskie produkcje. Dziś TVP stała się partnerem nieprzewidywalnym, a jej długi wobec producentów z tytułu niezapłaconych zobowiązań przekraczają 100 milionów złotych. Grzegorz Łoszewski apelował również do środowiska o jedność i zrozumienie roli niezależnych producentów, podkreślając, że „bez producentów nas po prostu nie ma”.
Filmowcy są przepracowani i często nieopłacani
O ludzkim koszcie kryzysu finansowego mówili przedstawiciele związków zawodowych i gildii twórczych. Hubert Buda z Zarządu Związku Zawodowego Filmowców przedstawił dramatyczne wyniki badań socjologicznych przeprowadzonych we współpracy z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu:
Wszystko to jest efektem przenoszenia ryzyka finansowego w dół – z instytucji na producentów, z producentów na scenarzystów, a na etapie zdjęć na ekipy realizatorskie. Skutki są dewastujące dla rynku. Maciej Sobczyk (Przewodniczący Gildii Scenarzystów Polskich) oraz Paweł Maślona ujawnili, że w ciągu ostatnich 3 lat aż 70 proc. twórców i reżyserów musiało porzucić swoje projekty na etapie developmentu z powodu braku dofinansowania. Dochodzi do masowego odpływu wykształconych kadr do sektora gier komputerowych oraz seriali streamingowych, a polskie kino artystyczne tracąc niezależnych producentów, przegrywa rywalizację z kinematografiami Litwy, Czech czy Słowacji.
Sześć pilnych postulatów: Co trzeba zmienić jak najszybciej?
Dyskutanci – reprezentujący reżyserów, scenarzystów, producentów i ekipy – wypracowali katalog najpilniejszych działań legislacyjnych i organizacyjnych, które muszą zostać wdrożone natychmiast, aby zapobiec zapaści branży:
Potrzebujemy spójnej wizji i wspólnego głosu
Na zakończenie panelu Joanna Szymańska zauważyła, że podstawowym problemem polskiej kinematografii jest brak długofalowej wizji (tzw. vision statement), jaka obowiązuje m.in. w instytutach filmowych w Norwegii czy Islandii. W Polsce brakuje jasnego określenia celów – czy chcemy inwestować w debiuty, innowacje technologiczne, czy w kino autorskie walczące o konkursy w Cannes i Berlinie. Szymańska ostrzegła, że rozproszenie środowiska i brak porozumienia skutkują przesyłaniem sprzecznych sygnałów do polityków, co tworzy „kakofonię zamiast wspólnego głosu”. Z tym apelem zgodzili się wszyscy uczestnicy panelu. Jak podsumował Paweł Maślona, obrona polskiego kina nie jest walką o wąskie interesy branżowe, ale o polską kulturę i tożsamość: „Nie chodzimy do polityków po to, by walczyć o nasze partykularne interesy. Odpowiadamy za kawałek kultury tego kraju, za możliwość opowiadania o tym, kim jesteśmy. Jeśli będziemy solidarni i przemówimy jako całe środowisko jednym głosem, mamy ogromną siłę”.
