Marek Koterski
fot. Małgorzata Mikołajczyk/ SFP
Koterski jest jakiś inny
„Co mnie to obchodzi, co mogą o mnie pomyśleć ludzie w Ameryce. Dla mnie jest ważne, czy mój film podoba się chłopakom z podwórka” – powiedział w jednym z wywiadów. Wydaje się, że się podoba, i to bardzo, czego dowodem wysoka frekwencja w kinach oraz kilkadziesiąt festiwalowych trofeów, w tym: Złoty – Glan, Kaczka, Rybka, Sierp, Bilet, Srebrny i Brązowy Granat, a także Wielki FeFe i Mocny Solanin oraz – oczywiście – statuetki Orłów i Złotych Lwów. Ich zdobywca, Marek Koterski, 3 czerwca obchodzi 75. urodziny.
I chyba za bardzo nie świętuje, bo właśnie pracuje nad kolejnym filmem. Kiedy zapytałem Włodzimierza Niderhausa, producenta „7 uczuć”, kto w nim zagra, odparł: „wszyscy”. Rzeczywiście, lista jest imponująca: Marcin Dorociński, Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska, Sonia Bohosiewicz, Andrzej Chyra, Gabriela Muskała, Izabela Dąbrowska, Katarzyna Figura, Łukasz Simlat, Robert Więckiewicz, Małgorzata Bogdańska, Marta Chodorowska, Piotr Gąsowski, Adam Woronowicz, Cezary Pazura, Michał Koterski, Edyta Herbuś…
Marek Koterski urodził się w Krakowie, polonistykę ukończył na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie studiował również historię sztuk, a reżyserię – w Szkole Filmowej w Łodzi, po drodze zaliczając rok malarstwa w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Blisko współpracował z teatrami studenckimi (m.in. prowadził Teatr Otwartej Sceny), dużo pisał (w 1967 roku zadebiutował jako prozaik opowiadaniem „Zaczerpnąć dłonią”, inspirowanym śmiercią Zbyszka Cybulskiego).
Jako reżyser filmowy zadebiutował zaś dokumentem „Lekka tkliwość” (1975), poświęconym lekarskiej etyce, zrealizowanym w łódzkiej Wytwórni Filmów Oświatowych. Tam nakręcił dziesięć niezwykle interesujących dokumentów, głównie o sztuce – „Piąty Międzynarodowy Festiwal Festiwali Teatrów Studenckich (fragmenty)” (1976), „Dziwny świat Thomasa Puckey’a” (1977), „Na to wszystko trzeba popatrzeć z tej drugiej, pogodniejszej strony” (1979), ale znalazły się także pośród nich podejmujące ważne problemy społeczne: przejmujące „Szczęście” (1980) czy „Przyczyny narkomanii” (1982).
Dokument pożegnał „Polskim bohaterem współczesnym” (1984; dwa lata później nakręcił jeszcze w WFO krótką „Pieśń wojenną”), a fabułę powitał – „Domem wariatów” (1984) – groteską psychologiczną z Adasiem Miauczyńskim (Marek Kondrat) w roli głównej. Bohaterem filmu kolejnego – „Życie wewnętrzne” (1986) – uczynił Michała Miauczyńskiego (Wojciech Wysocki), mężczyznę czterdziestoletniego, mieszkającego w obskurnym bloku, pełnym „strasznych mieszczan", znudzonego żoną, pracą, w ogóle – życiem. W „Porno” (1989) w Michała wcielił się Zbigniew Rola, w „Nic śmiesznego” (1995) Adama Miauczyńskiego zagrał Cezary Pazura, podobnie jak w „Ajlawiu” (1999), no i w „Dniu świra” (2002) – Marek Kondrat, od którego ta postać przecież się zaczęła w „Domu wariatów”. Jeden dzień z życia Adasia Miauczyńskiego, dla którego każda chwila to istne piekło. Cierpi na „natręctwa” życia codziennego, nie akceptuje siebie i choć marzy o wielkiej miłości, tak naprawdę nie ma na nią odwagi. Na dodatek codzienne kontakty z ludźmi wywołują w nim agresję. To bez wątpienia jedna z najbardziej trafnych i przenikliwych analiz otaczającej nas rzeczywistości. Uniwersalna i ponadczasowa. Cztery lata później zrealizował „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006), przejmujące studium alkoholowego uzależnienia, wpisane w kontekst Męki Pańskiej, a także naszą, polską rzeczywistość. Tym razem w Adasia wcieliło się aż dwóch aktorów: 33-letniego zagrał Andrzej Chyra, 55-letniego – Marek Kondrat.
W swym ostatnim filmie „Baby są jakieś inne” (2011) Adasiem Miauczyńskim jest Adam Woronowicz, a partneruje mu – jako Pucio – Robert Więckiewicz. Bo Adaś nie jest już samotny, ma kumpla, któremu może się zwierzyć, z którym może pogadać. A o czym można z kumplem pogadać, szczególnie podczas długiej jazdy samochodem? O babach, oczywiście, tylko o babach. „To temat, który fruwa w przyrodzie, wypływa w książkach, gazetach, parlamentach, na uniwersytetach i nagli, by go złapać, podjąć. Poza polityką i ekologią najważniejszy obecnie cywilny temat na świecie” – wyznał reżyser przy okazji premiery tego filmu. Przed czterdziestu laty Mike Nichols nakręcił świetny – w chwili premiery ogromnie bulwersujący – film, zatytułowany „Porozmawiajmy o kobietach”, w którym o babach gadali Jack Nicholson i Art Garfunkel, przed sześciu laty Marek Koterski zaproponował swoje rozmowy o kobietach, nie mniej świetne i nie mniej bulwersujące.
Bo w ogóle, nie tylko „baby są jakieś inne”, ale i Koterski też. Wszystkiego najlepszego!
Marek Koterski urodził się w Krakowie, polonistykę ukończył na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie studiował również historię sztuk, a reżyserię – w Szkole Filmowej w Łodzi, po drodze zaliczając rok malarstwa w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Blisko współpracował z teatrami studenckimi (m.in. prowadził Teatr Otwartej Sceny), dużo pisał (w 1967 roku zadebiutował jako prozaik opowiadaniem „Zaczerpnąć dłonią”, inspirowanym śmiercią Zbyszka Cybulskiego).
Jako reżyser filmowy zadebiutował zaś dokumentem „Lekka tkliwość” (1975), poświęconym lekarskiej etyce, zrealizowanym w łódzkiej Wytwórni Filmów Oświatowych. Tam nakręcił dziesięć niezwykle interesujących dokumentów, głównie o sztuce – „Piąty Międzynarodowy Festiwal Festiwali Teatrów Studenckich (fragmenty)” (1976), „Dziwny świat Thomasa Puckey’a” (1977), „Na to wszystko trzeba popatrzeć z tej drugiej, pogodniejszej strony” (1979), ale znalazły się także pośród nich podejmujące ważne problemy społeczne: przejmujące „Szczęście” (1980) czy „Przyczyny narkomanii” (1982).
Dokument pożegnał „Polskim bohaterem współczesnym” (1984; dwa lata później nakręcił jeszcze w WFO krótką „Pieśń wojenną”), a fabułę powitał – „Domem wariatów” (1984) – groteską psychologiczną z Adasiem Miauczyńskim (Marek Kondrat) w roli głównej. Bohaterem filmu kolejnego – „Życie wewnętrzne” (1986) – uczynił Michała Miauczyńskiego (Wojciech Wysocki), mężczyznę czterdziestoletniego, mieszkającego w obskurnym bloku, pełnym „strasznych mieszczan", znudzonego żoną, pracą, w ogóle – życiem. W „Porno” (1989) w Michała wcielił się Zbigniew Rola, w „Nic śmiesznego” (1995) Adama Miauczyńskiego zagrał Cezary Pazura, podobnie jak w „Ajlawiu” (1999), no i w „Dniu świra” (2002) – Marek Kondrat, od którego ta postać przecież się zaczęła w „Domu wariatów”. Jeden dzień z życia Adasia Miauczyńskiego, dla którego każda chwila to istne piekło. Cierpi na „natręctwa” życia codziennego, nie akceptuje siebie i choć marzy o wielkiej miłości, tak naprawdę nie ma na nią odwagi. Na dodatek codzienne kontakty z ludźmi wywołują w nim agresję. To bez wątpienia jedna z najbardziej trafnych i przenikliwych analiz otaczającej nas rzeczywistości. Uniwersalna i ponadczasowa. Cztery lata później zrealizował „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006), przejmujące studium alkoholowego uzależnienia, wpisane w kontekst Męki Pańskiej, a także naszą, polską rzeczywistość. Tym razem w Adasia wcieliło się aż dwóch aktorów: 33-letniego zagrał Andrzej Chyra, 55-letniego – Marek Kondrat.
W swym ostatnim filmie „Baby są jakieś inne” (2011) Adasiem Miauczyńskim jest Adam Woronowicz, a partneruje mu – jako Pucio – Robert Więckiewicz. Bo Adaś nie jest już samotny, ma kumpla, któremu może się zwierzyć, z którym może pogadać. A o czym można z kumplem pogadać, szczególnie podczas długiej jazdy samochodem? O babach, oczywiście, tylko o babach. „To temat, który fruwa w przyrodzie, wypływa w książkach, gazetach, parlamentach, na uniwersytetach i nagli, by go złapać, podjąć. Poza polityką i ekologią najważniejszy obecnie cywilny temat na świecie” – wyznał reżyser przy okazji premiery tego filmu. Przed czterdziestu laty Mike Nichols nakręcił świetny – w chwili premiery ogromnie bulwersujący – film, zatytułowany „Porozmawiajmy o kobietach”, w którym o babach gadali Jack Nicholson i Art Garfunkel, przed sześciu laty Marek Koterski zaproponował swoje rozmowy o kobietach, nie mniej świetne i nie mniej bulwersujące.
Bo w ogóle, nie tylko „baby są jakieś inne”, ale i Koterski też. Wszystkiego najlepszego!
Jerzy Armata / Informacja własna 3 czerwca 2017 00:01
Pozostałe

